7 października 2014

Witam Was po długiej nieobecności. Czasami tu zaglądałam ale ostatnie miesiące miałam bardzo pracowite i pracowałam dosłownie do ostatniego dnia... :)



Co u mnie ? SPORO! Zmiany, zmiany, jeszcze raz zmiany. Ale zacznijmy od początku... Końcem maja sprzedaliśmy mieszkanko na pewnym osiedlu w Rzeszowie i mieliśmy dwa-trzy miesiące na ogarnięcie się z domem i przeprowadzkę. Wspomnę jedynie, że rozpoczęliśmy budowę domu w kwietniu ubiegłego roku i od miesiąca jesteśmy już jego mieszkańcami :) Oprócz załatwień związanych z wykończeniem domu, miałam też na głowie pracę i ciążę, którą wytrwale znosiłam. Do ostatniego momentu nie wiedzieliśmy czy damy radę z przeprowadzką w moim zaawansowanym stanie, ale nasi najbliżsi okazali się niezastąpieni, - przyjechali, spakowali, przewieźli, ja paluszkiem pokazywałam co gdzie i jak :) Chociaż nie czarujmy się, też dostałam niezły wycisk w tym magicznym czasie. Kilka pierwszych nocy spędziliśmy u teściów bo sprzątania było co nie miara, wszędzie kurz itp. Ja tam nie narzekałam, ale musiałam mieć na względzie także zdrowie mojego męża i córeczki.

W końcu wprowadziliśmy się na dobre. :) Nie oddamy już naszego domku. Jest śliczny, pachnie świeżością i czujemy się w nim wyjątkowo dobrze. Dla Oliwki posiadanie własnego pokoju i ogrodu jest spełnieniem najskrytszych marzeń a i ja już z utęsknieniem wyczekiwałam sadzenia pierwszych krzewów i urządzania rabatek.

Kiedy zdążyliśmy się już trochę urządzić i nacieszyć, skurcze odesłały mnie na porodówkę. Poród do łatwych nie należał, tym bardziej, że miałam porównanie do pierwszej ciąży i porodu sprzed czterech lat. Ten pierwszy przy tym to był pikuś. Nasza szanowna służba zdrowia a raczej sprzęt jakim dysponuje źle oszacowała wagę dziecka i pomylili się o KILOGRAM ! Tak, tak  KILOGRAM. I tak dziecko które wg USG ważyło 3800 , przyszło na świat z wagą urodzeniową 4800. Wiem, bardzo duży... ale oni kazali mi Go rodzić drogami natury. Może powinnam jeszcze wspomnieć, że chodziłam do prywatnego lekarza, z ustalonym cennikiem za wizytę i oczekiwałam chociaż odrobiny zaangażowania i profesjonalizmu. Kiedy po godzinie skurczy miałam już pełne rozwarcie a główka nie schodziła położna zczaiła się, że coś jest nie tak, ale kazali przeć ... aż do upadłego.. Ostatnich momentów porodu nie pamiętam bo traciłam przytomność i wydzierali ze mnie dziecko wszystkim co możliwe. Po trzech godzinach poczułam ulgę, ale nie słyszałam płaczu.... dziecko było owinięte pępowiną... ta cisza przerażała. Szczęśliwie była tam jedna osoba, która naprawdę wiedziała co robić i uratowała moje dzieciątko, dzięki Niej wszystko dobrze się skończyło...Później mnie uspali, nie mówiąc mi o tym , moja wyobraźnia płatała mi figle, już widziałam siebie z przeszczepionymi nogami konia albo z czymś jeszcze gorszym... sceny niczym w American Horror Story...
Kiedy się wybudziłam, kompletnie nie wiedziałam co się ze mną działo, nie byłam nawet pewna czy ten poród to wytwór mojej wyobraźni czy rzeczywiście urodziłam dziecko. Było strasznie...

Tak bardzo bałam się drugiego porodu, teraz chociaż wiem dlaczego... Dzięki Bogu udało się go przetrwać i urodzić zdrowego, ślicznego chłopca - mojego wspaniałego synka Kacperka.

Urodziłam 26.09.2014r. o godz 1:25 w nocy , po trzech godzinach mega bolesnych skurczy. Kacperek ważył 4800, mierzył 58 cm. 9 pkt APGAR.


Tym zakończę dzisiejsze rozważania... Pozdrawiamy serdecznie i przesyłamy moc całusów dla wszystkich kobiet wyczekujących swoich upragnionych pociech. Mam nadzieję, że żadnej z Was nie przytrafi się taki poród jak mój... chociaż gdyby nie to, nie miałabym tak wspaniałego synka, więc warto było się pomęczyć .. ;*

16 czerwca 2014

Witajcie po dłuższej przerwie. Co u mnie? Rosnę, rosnę :) Dzidziuś szaleje w brzuszku, ciągle kopie, przekręca się, nie daje o sobie zapomnieć. Samopoczucie już zdecydowanie lepsze aczkolwiek kulinarnie nic ciekawego nie wydarzyło się w moim życiu, nie obrażając młodych ziemniaczków z kefirkiem :)

Niedawno skusiłam się na zapiekankę z programu Pascala Brodnickiego. Mój mąż był przeee szczęśliwy, w końcu jakieś mięcho :)
Bardzo polecam, ciekawy, niezwykły smak a zarazem prostota wykonania.

Pozdrawiam Was serdecznie :***

P.S. Co myślicie o imieniu Przemek ? :)
... tak tak.. będzie synek :)


Szarlotka bakłażanowa mięsna
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Składniki na 4 osoby:

2 średnie bakłażany
300 g mięsa wołowego mielonego
½ cebuli czerwonej
3 ząbki czosnku
2 pomidory
½ pęczka pietruszki
½ pęczka kolendry
¼ świeżej bagietki (lub białej bułki pszennej)
2 łyżki mleka
1 jajko
½ szklanki  mąki pszennej
szczypta soli i pieprzu
2 łyżki oliwy



Przygotowanie:

Bakłażany umyj. Nie obieraj ich ze skóry. Następnie pokrój bakłażany wzdłuż, na cienkie plastry. Posól i obtocz delikatnie w mące z obu stron, potem podsmaż na rozgrzanej patelni. Kiedy się już zarumienią, wyjmij je i osusz z nadmiaru tłuszczu, używając papierowych ręczników. Następnie ułóż plasterki na spodzie żaroodpornego naczynia.

Pokrój pomidory w talarki i połóż je jako kolejną warstwę na bakłażanach.

Posiekaj drobno cebulę, pietruszkę, czosnek i kolendrę. Pokrój bagietkę w kosteczki albo pokrusz.

Wszystkie składniki dodaj do miski z mięsem mielonym.

Wlej mleko, a następnie wbij całe jajko.

Posyp solą i pieprzem do smaku i całość dokładnie wymieszaj.

Kiedy masa jest już jednolita,  przełóż ją do naczynia żaroodpornego na warstwę bakłażanów i pomidorów. Rozsmaruj delikatnie. Następnie ułóż na górze kolejną warstwę – najpierw pomidory, a na wierzch bakłażany.

Naczynie żaroodporne włóż do rozgrzanego wcześniej piekarnika (180 stopni) na 15 minut.

Po tym czasie, wyjmij naczynie z piekarnika, zdejmij pokrywkę. Poczekaj aż ostygnie.

Przykryj naczynie większą paterą lub dużym talerzem i odwróć do góry dnem. Delikatnie przełóż zapiekankę na talerz.

Udekoruj zapiekankę natką pietruszki.


Smacznego!

11 kwietnia 2014


Witajcie po dość długiej przerwie. Często do Was zaglądam, ale nie zawsze mam czas i ochotę aby się ujawniać... tak tak... rozleniwiłam się, a raczej dopadło mnie wiosenne przesilenie połączone z brakiem jakichkolwiek środków dopingujących w postaci kawy czy chociażby herbaty.

Moje menu opiera się na kilku składnikach, spokojnie mogłabym stworzyć z niego dietę fit. ;)
W zależności od dnia i zapachów mojej kuchni, najczęściej jadam jajecznicę na pomidorach, jajka na miękko, bułkę z pasztetem (masakra;/) i chleb z osełką.

Pierwsze trzy miesiące dały mi mocno popalić. Zaprzyjaźniłam się z łazienką, stałam się tolerancyjna wobec worów pod oczami i łkaniem pomiędzy serialem a próbą ugotowania obiadu.

Obecnie jest już trochę lepiej. Mdłości już nie męczą kilka razy na dzień, ale jeszcze czasami się pojawiają. Od początku ciąży piję tylko wodę i już szczerze mam dosyć jej smaku, ale jedynie po niej zgaga jest odrobinę mniejsza. Brzuszek powoli rośnie, chociaż schudłam aż 8 kg (dzięki przyjaźni z łazienką). Niestety za jakiś czas zrobię się dużą, ociężałą kulką ...

Szczęśliwie wiosna zawitała do naszych domów, zachciało się sztucznie pędzonych truskawek, ale co tam, są wyśmienite :)

Święta Wielkanocne tuż tuż.... a na widok żurku mam ochotę wyskoczyć przez okno... No dobra, kończę już z tym narzekaniem, po prostu przeraża mnie wizja gotowania, pieczenia i tych wszystkich zapachów roznoszących się po całym domu... Chętnie posprzątam, ale gotować... ech... postaram się.

Tym pozytywnym akcentem pragnę zakończyć dzisiejszy wywód,  życząc Wam Zdrowych, Radosnych Świąt Wielkiej Nocy, w  Zgodzie , Szacunku i Zrozumieniu... i "Daj Nam Panie Boże doczekać następnego Roku" . Pozdrawiam :*

25 lutego 2014

Jak moje samopoczucie? Tragicznie.. Od kilku dni ledwo jestem w stanie zejść z łóżka, o gotowaniu, czy sprzątaniu mogę pomarzyć.. Nie będę Was zbytnio uświadamiała ale trasę łóżko <-> łazienka mam opanowaną ;p Szczęśliwie mam możliwość przeczekania tych niedogodności w domu, przy laptopie, trochę pracując, trochę odpoczywając. I tak oto obejrzałam wczoraj bardzo przyjemny film o tematyce ogólno przygodowo-egzystencjalnej. Fajna pozycja dla każdego z nas i na pewno warta obejrzenia.


Film "Sekretne życie Waltera Mitty" / "The Secret Life of Walter Mitty " opowiada o zwykłym gościu pracującym w czasopiśmie. Jego praca polega na wywoływaniu zdjęć. Lubi wyobrażać siebie jako herosa, doświadczającego mnóstwa niebezpiecznych przygód. Wyśmiewany przez kolegów często odlatuje
w krainę wyobraźni, gdzie wszystko idzie po jego mysli. Kiedy zdjęcie na okładkę ostatniego wydania czasopisma znika, jego dalsza kariera staje pod znakiem zapytania. Więcej Wam nie powiem bo zepsuję Wam niezłą zabawę :) Powiem tylko - musicie to obejrzeć ! :) chociażby tutaj :)

Pozdrawiam ;*

12 lutego 2014

Witajcie ;)
Dzisiaj szybciutko , chciałam usprawiedliwić swój brak obecności na blogu.
Otóż - jestem w ciąży :)) I nie byłby to żaden powód, żeby tak od razu Was opuszczać, ale przez ostatnie dni trochę gorzej się czuję, jem tyle co kot napłakał, na myśl o jedzeniu robi mi się niedobrze... Mam nadzieję, że niebawem wszystko wróci do normy i mój wstręt do jajek, cebuli i innych produktów przeobrazi się w ich umiłowanie :)



Dzieciątko było zaplanowane, a jak ! :) Kiedy poinformowałam o tym fakcie moją 3,5 letnią córeczkę Oliwke, - zażądała Siostrzyczki i to od razu dorosłej , bo ona nie chce się bawić z dzidziusiem . :D no cóż... trzeba będzie coś wymyśleć . :)

A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i obiecuję, że jak tylko trochę lepiej się poczuję, bezzwłocznie upichcę coś pysznego :).